Elegant Rose - Double Heart "Pa­miętaj i nie wa­haj się kochać te­go co kochać warto." Jonathan Carroll: 2013

czwartek, 26 września 2013

Wpis IX



               Jechaliśmy już kilka godzin patrzyłam przez okno, siedząc w czerwonym fotelu, a w ręku trzymając książkę, którą znalazłam na biblioteczce. Wszystkie książki mają wady i zalety. Ta była napisana wspaniałym językiem jednak to, jakie miała zakończenie zupełnie mną wstrząsnęło. Był to dramat, a one mają to do siebie, że ma się po nich kilka dłuższych chwil zadumy. Myśli się o bohaterach, o tym, dlaczego sam autor musiał to w ten sposób zakończyć. Takie właśnie przemyślenia błądziły mi po głowie. Trzymałam ją w ręce i przeżywałam od nowa. Nagle z zadumy wyrwał mnie czyjś głos:
-Co o tym sądzisz Marto? -Był to Dawid. Znów rozmawiali z Markiem na jakiś bardzo wciągający temat, lecz tym razem chcieli i mnie do tego wciągnąć. Oderwałam wzrok od rozpościerających się za oknem pół i przeniosłam go na Dawida. On czekał na moją odpowiedź z wyczekiwaniem, lecz ja nie miałam pojęcia, o czym on mówi:
-Ale, o co pytasz?
-O to czy według ciebie zmniejszenie procentową ilość podatków w Polsce to czy wpłynęłoby to na rozwój jej środkowej części czy raczej zewnętrznej, chodzi mi o urzędników, biznesmenów i o rolników, chłopów. -Westchnęłam i powiedziałam:
-Nie mam pojęcia. -Dlaczego nie mogą rozmawiać na jakieś normalne tematy tylko przejmują się problemami, których zmiana mogłaby doprowadzić do jeszcze gorszego stanu? To po prostu niezrozumiałe, ale nic na to nie poradzę. Odwróciłam się znów w stronę okna i pogrążyłam w rozmyślaniach. Niby wszystko wydawało się proste jednak tak zagmatwane. Patrzyłam wciąż na swoje życie z oddali, nie chciała się do niego przyznawać i go zrozumieć. Lecz teraz musiała to zmienić. Bo jak już cos robisz to rób to na całego. Jednak miałam przed tym obawy, co jeśli tego nie zniosę i jeszcze bardziej zamknę się w sobie? Starałam się zatrzymywać wszystkie niejasności do czasu jak znajdę na nie wytłumaczenie jednak nic samo nie przyjdzie. Nagle trzasnęły drzwi. To był Dawid, który najwyraźniej miał jakąś pilną sprawę. Wróciłam do swoich rozmyślań zmarszczyłam brwi i wtedy usłyszałam głos Marka:
-Czy coś się stało? -Zapytał z troską i oparł się nonszalancko o framugę okna. Patrzył na mnie z zatroskaniem jednak ja nie zwracałam na to uwagi. Coś we mnie pękło i wypaliłam:
-Muszę poukładać wszystko na swoje miejsce. -Jego wzrok zmienił się na pytający. -Jest tyle rzeczy, które muszę wyjaśnić i zrozumieć. Sama nie wiem czy dam radę. -Załamałam się i pochylając ukryłam głowę w dłoniach.  Był dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem, ale nie mogłam sobie tego uświadomić. Nagle poczułam ciepłą dłoń na plecach, która głaskała mnie płynnie i pocieszała. Podniosłam głowę i ujrzałam brązowe tęczówki oraz to, co kochałam, ten zabójczy błysk w oczach. Uśmiechał się do mnie, a ja nie mogłam się temu oprzeć i także się uśmiechnęłam. Patrzył na mnie i nic nie mówił, wystarczyło jedno spojrzenie i żadnych słów na pocieszenie bym poczuła się dobrze. Uniósł dłoń i pogładził mnie po włosach. Zrobił to pewnie i z wyczuciem ja nie stawiałam się tylko wciąż na niego patrzyłam uśmiechając się. Lekko dotchnął mojej szyi jednak w tym momencie coś nim wzdrygnęło i cofnął rękę. Spochmurniał, wstał i usiadł przy ścianie kilka metrów ode mnie. Nie wiedziałam, co się dzieje, ale nie podobało to mi się. Starałam się złapać jego wzrok jednak on nie chciał tego zrobić. Wstałam i podeszłam do niego. Odwrócił głowę jakby się czegoś bał. Kucnęłam przy nim i starałam się jeszcze raz spojrzeć mu w oczy jednak z takim samym skutkiem. Nie chciałam nic mówić, bo nie wiedziałam, co. Wsunęłam jedynie dłoń pod jego rękę i ścisnęłam by dodać mu otuchy tak jak to robiłam po spotkaniu z MM. Dopiero wtedy na mnie zerknął. Starałam się pocieszyć go, choć nie wiedziałam, o co chodzi. Jego kącik ust wykrzywił się w uśmiechu. Nie umiałam nic więcej zrobić. Marek wstał i pociągnął mnie za rękę bym zrobiła to samo. Stałam już na nogach, gdy wszedł do przedział, trzaskając drzwiami, Dawid.
-Ja nie wierzę, to po prostu nie do wiary!- Krzyczał. Zniechęcony i zły opadł na "swój" fotel przy stole. -Żeby do czegoś takiego dopuścić! Nie wierzę, że coś takiego w ogóle miało miejsce! -Oboje z Markiem spojrzeliśmy na niego pytająco, a on ze złością powiedział:
-Jak mogło im zabraknąć ciasta wiśniowego! To przecież nie do pomyślenia! -Oboje z Markiem prychnęliśmy ze śmiechu. Dawid zmierzył nas lodowatym spojrzeniem i usiadł opierając głowę o ręce.
-Ale musisz im przyznać rację że skończyć się kiedyś musiał. –powiedział Marek ze śmiechem. –Może to i nawet dobrze.-Dawid spojrzał z niedowierzaniem.
-Dobrze?! A co może być w tym dobrego?!
-Przynajmniej nie będziesz narzekał, jak kilka lat temu że jesteś gruby. –starałam się podtrzymywać śmiech ale uwierzcie… nie było to łatwe.
               Wreszcie mogłam wysiąść z tej piekielnej maszyny. Nie było nawet tak źle chociaż i tak nie lubię pociągów. Wyszłam na niewielką stację otoczoną drzewami. W powietrzu czuć było zapach soli morskiej. Odetchnęłam z ulgą gdy poczułam stały grunt pod nogami. Dawid poprowadził nas do małego domku przy stacji. Nie wyróżniał się specjalnie, jedynie szyld na samej górze z napisem „Informacja”. Czekałam z Markiem na zewnątrz. Dawid szybkoi się uwinął, a gdy wyszedł zwrócił się do nas:
-Muszę pozałatwiać parę spraw. Ale wy możecie już iść. –Gdy Dawid znikł nam z oczu Marek poprowadził mnie na piaszczystą dróżkę. Była szeroka i co chwilę mijali nas ludzie.
-Mam nadzieję że nie będzie ci przeszkadzać nasza skromna willa. –Willa?! Czy będzie mi przeszkadzać?! Oczywiście że nie. Choć wolałam powstrzymać się i powiedzieć:
-Nie. –Jednak gdy zobaczyłam o jaką willę chodzi szczęka mi opadła. Wyszliśmy na plażę. Woda co chwilę zgarniała i wypluwała piasek. Lekka bryza dawała wytchnienie w gorącym słońcu, a mały domek wydawał się kołysać na deskach pomostu. Zdziwił mnie także fakt że był zrobiony cały z drewna. Marek poprowadził mnie na pomost i przez niewielkie drzwiczki zobaczyłam wnętrze tej bajecznej chaty. Była niewielka, a dach pokryty był strzechą. Okna zasłonięte od środka paskami z korali nie były duże. Cały domek miał okrągły kolor, a wejście znajdowało się od strony morza. Westchnęłam. Stanęłam na pomoście, a Marek oparł się o drzwi.
-Tu jest pięknie. –on jedynie się uśmiechnął i zaprosił do środka. Gdy weszłam w oczy rzucił mi się afrykański wystrój. Wszystko co mogłow być było bambusowe lub drewniane. Pod samym szczytem wisiały trzy hamaki, a wejścia do nich były dwa. Jedno po drabinie, a drugie po schodkach, które prowadziły jeszcze na niewielkie poddasze. Główny pokój wyłożony był bambusem lub różnorodnym drewnem. Stała tam kanapa, kilka foteli, stolik i niewielka kuchnia za którą znajdowała się łazienka.
               Od razu wybrałam najwyższy hamak o zielonkawem kolorze.. Weszłam po drabince na szczyt i położyłam w nim. Małe okienko pozwalało oglądać morze i wybrzeże, wiele kilometrów od nas. Poleżałam tak dłuższą chwilę gdy mojego spokoju nie przerwał głos Marka:
-I jak?
-Świetnie! –zeszłam na dół. –Niemogę się doczekać aż wejdę do morza. –Marek uśmiechnął się i wyszedł na zewnątrz mówiąc:
-Więc chodźmy. –szybko wyszłam na zewnątrz. Odetchnęłam morskim powietrzem i uśmiechnęłam się do siebie.
-To twoje. –podał mi moją torbę, a ja szybko ją wzięłam i poszłam się przebrać. Czerwonawe bikini w dziwny wzór, zawiązywany na szyi i byłam gotowa. Wyszłam poraz kolejny na zewnątrz i skierowalam się na plażę. Marek leżał na piasku z zamkniętymi oczami. Podeszłam do brzegu morza i dotchnęłam stopą wody. Przeszedł mnie lekki dreszcz gdy poczułam chłodny otyk fal. Woda była ciepła. Oczywiście jak na morze.
               Nagle ktoś mnie podniósł i zaczął biec coraz głębiej w wodę. Spojrzałam się zaskoczona na twarz winowajcy.
-Marek, postaw mnie! –krzyknęłam ale to chyba nie był dobry pomysł gdyż właśnie wtedy wpadłam do wody. Jednak on cały czas mnie trzymał i śmiał się. –Takie to śmieszne? –zapytałam lekko rozbawiona.
-Możliwe. –chlusnęłam mu prosto w trarz i dopiero wtedy mnie puścił jednkak znów się roześmiał i nie pozostał mi dłużny. Roześmialiśmy się oboje. Po chwili popłynęłam dalej i zanurkowałam, a później się wynurzyłam. Zachwycałam się czystą wodą i pięknym słońcem.
-Powesz mi w końcu gdzie jesteśmy? –zapytałam gdy wyszliśmy z wody po godzinie. Siedzieliśmy na pomoście lekko muskając stopami taflę wody.
-To konkretnie miejsce to domek nadmorski Dawida. Kupił go od jakiegoś poszukiwacza złota. Nie pytaj o więcej bo szczegółów nie znam. Niedaleko znajduje się wioska lecz nie byle jaka. To jedyna taka w swoim rodzaju Wieś Polska we Włoszech. –rzekł i uśmiechnął się gdy zobaczył moją reakcję. Zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia. Byłam nie tylko zaskoczona ale i czułam euforię z tego powidu.
-Czyli to jest Morze Śródziemne? –zapytałam, a głos ledwo wydobywał się z moich ust gdyż wciąż nie mogłam w to uwierzyć.
-Tak. –powiedział.
-Niewiarygodnie. –udało mi się jedynie wykrztusić.
-Jak Dawid zabrał mnie tu za pierwszym razem to też nie mogłem uwierzyć. To wspaniałe miejsce. –poweidział i westchnął.
-Który raz tu jesteś? –zagadnęłam Marka. Nie dziwiło mnie to że Marek już tu był. Starałam się jedynie uspokoić.
-Czwarty. Sześć lat temu Dawid, a raczej jego rodzice, zainwestowali w małą działkę kilka kilometrów za miasteczkiem. Mają tam podobno ogromną winnicę. Poszukiwacz złota o którym mówiłem to starzec który od dłuższego czasu nie mógł znaleźć ani uncji. Wyprowadził się więc i sprzedał domek. Dawid mówił że musiał go odnowić w czym pomogli  mu ludzie z wioski. Jak się później okazało byli to Polacy. Dawid nie przyjeżdża tu co roku. Za co kilka miesięcy przysyła list do człowieka który jest tu, można powiedzieć, sołtysem. –zakończył, a ja jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w widok poczym wstałam i powiedziałam:
-Chodźmy coś zjeść.

środa, 28 sierpnia 2013

Wpis VIII



               Najpierw Dawid rozdzielił karty na dwie części: jedna od "dwójek" w górę do dziewiątek, włączając "jokera"; druga to była reszta kart. Nie będę opisywać całej rozgrywki, bo była po pierwsze zbyt długa, a po drugie zbyt dużo było w niej szczegółów. W każdym razie nie szło mi tak źle. Po jakimś czasie punktacja była wyrównana po dziewięćset osiemdziesiąt. Ostatnia partia.
               Byłam na musiku. Dawid rozdał karty jednak ich zawartość mnie nie zadowoliła. Dostałam dwie damki -kier i pik. Króla żadnego nawet asa Tylko jedną dziesiątkę trefl. No i wszystkie dziewiątki. Nie byłam tym Zadowolona, ale "mina zawodowego gracza" musi być. Więc żadnych uczuć tylko spytałam się czy pasują, w duchu modląc się o to by wzięli jednak nic, tylko "pass". Spokojnie powiedziałam, że
gram sto i wolno podniosłam musik. Nie wiecie jak uszczęśliwiła mnie jego zawartość. Trzy karty, a dają tyle szczęścia. Jeden as, król i Dziesiątka kier jednak trzeba pamiętać o "minie zawodowego
gracza", więc nie zmieniając twarzy rozdałam po jednej karcie każdemu. Myślałam czy nie oddać damy pik, ale jednak nie. Podbiłam do 220 i oddałam dziesiątkę karo oraz trefl. Szybko zeszła cała lewa. Wzięłam całą. Marek i Dawid byli zdziwieni, ale to chyba mało powiedziane, byli w szoku.
-Marek ograła nas dziewczyna? Nigdy mi się to jeszcze nie zdarzyło.
-Mi też. -Odezwali się, a ja tylko uśmiechnęłam się do nich i złożyłam karty. Jechaliśmy już półtora godziny, więc byłam ciekawa gdzie jesteśmy? Usiadłam na fotelu przy oknie i zaczęłam wpatrywać się w świat za szklaną szybą. Zbliżała się godzina dziesiąta, czyli pora śniadania. Nie byłam głodna, dlatego przestałam o tym pamiętać.  Spojrzałam na migający krajobraz widniejący za oknem.  Marek nie chciał mi powiedzieć gdzie jedziemy  jednak mi to nie przeszkadzało, bo tajemnica daje niespodziance więcej szczęścia.
-Mam przeczucie, że wiem, dlaczego jest taka dobra. -Powiedział Dawid do Marka. Odwrócił się do mnie i zapytał:
-Marta, pamiętasz ten artykuł w gazecie, o którym mówiła cała szkoła? Wiesz, ten o tajemniczej postaci, która wygrała ogólnoszkolne zawody Karciane, a później nie chciała przejść do następnego etapu? -Popatrzyłam na niego.
-Tak. -Uśmiechnęłam się. -To byłam ja. -Marek zaczął się śmiać z Dawida, a on zmierzył go tylko wzrokiem i także zaczął się śmiać.
-Nie mam pojęcia skąd się tak dobrze znacie, ale uważam, że powinna mi się należeć jakaś nagroda. -Dawid podniósł się i ze śmiechem Skierował się ku drzwiom.
-Zaraz wracam! -Zamknęły się i zostałam tylko ja z Markiem, który wciąż był uśmiechnięty. Podszedł do mnie i kucnął przy fotelu. Spojrzał w moje oczy, a ja zwróciłam wzrok na niego. Miał wspaniałe
oczy, zawsze świeciła w nich iskierka szczęścia. To był wspaniały Widok, na który mogłam patrzeć się godzinami.
-Mam nadzieję, że się nie gniewasz za to, że wieziemy cie niewiadomo gdzie? -Spuścił wzrok, a przez to wyglądał jak zbity pies.
-Na prawdę nie mam wam tego za złe. Lubię niespodzianki. –Podniosłam się z fotela i pomogłam Markowi się podnieść. -Tylko, że nurtuje mnie Tyle pytań... Czuję jakbym miała zaraz eksplodować. -Marek odstąpił odemnie i powiedział:
-To może się odsunę żeby zrobić ci miejsce. -Uśmiechnęłam się wesoło i powiedziałam z żartem:
-Uważaj, bo jeszcze sprowokujesz wybuch. Zasypie cię gradem pytań i będzie męczyć przez całe życie. -Zrobiłam złowieszczą minę jednak tuż potem śmialiśmy się oboje.
-Jestem głodny. -Powiedział Marek, gdy usialiśmy na dywanie. –Zjadłbym konia z kopytami.
-Tylko żebyś nie udławił się kośćmi. Przecież są takiej wielkości, że ich nie zauważysz. -żartowaliśmy sobie i co chwilę wybuchaliśmy śmiechem. Aż od strony drzwi dobiegło mnie stukanie, a tuż po tym Marek wstał i powiedział:
-No nareszcie! Zaraz wracam. -Podszedł do drzwi i chwilę później Znikał za drewnianą płytą. Znów siedziałam sama jednak nie przeszkadzało mi to z resztą po dwóch minutach weszli obaj do pokoju Ciągnąc za sobą niewielki wózek, na którym stało kilka talerzy przykrytych srebrnym kloszem. Wstałam, a Marek rzekł:
-Zapraszam szanowną pannę na jedzenie. Podano do stołu! –Prychnęłam pod nosem ze śmiechu jednak oni także byli pełni radości. Usiadła, a Marek i Dawid przygotowali stół i postawili talerze ze srebrnymi kopułami. Marek odkrył moją i ujrzałam wspaniałą potrawkę z warzyw. Nie lubiłam za bardzo mięsa i Marek o tym pamiętał.  Na talerzu była przewspaniała tortilla z samych warzyw. Wspaniałe i proste, bez żadnych szczególnych drobiazgów. Spojrzałam na chłopaków, którzy stali nade mną i obserwowali reakcję. Uśmiechnęłam się do obu i podziękowałam.
-To wspaniałe, ale nie patrzcie się tak na mnie, bo na pewno też Jesteście głodni. -Zabrałam się za moją warzywną "kanapkę" i nie przejmowałam się więcej nimi. .Jadłam z apetytem, widocznie byłam jeszcze bardziej głodna niż przypuszczałam. Wspaniały smak, tak niepozorny z wyglądu, a daje tyle szczęścia.
               Pomogłam sprzątnąć ze stołu i zaproponowałam im pomoc, lecz oni się nie zgodzili. Wiedziałam jak na nich wpłynąć:
-Chcę po prostu wiedział gdzie jest kuchnia czy coś takiego jakby mi się zachciało jeść. -Wątpiłam żeby tak się stało, ale podziałało. Poszedł ze mną Marek. Widziałam jak śmieje się pod nosem za każdym razem jak patrzy na mnie. Na początku to nie przeszkadzało, ale po kilku minutach zaczęło mnie denerwować. Stanęłam i zirytowanym głosem rzekłam:
-O, co chodzi?! -Chłopak także się zatrzymał i powiedział wesołym tonem.
-Po prostu się cieszę.
-Niby, z czego?! Przecież nie jestem powodem do radości! –Byłam poirytowana jednak na to Marek przybrał łagodny wyraz twarz.
-Zależy, dla kogo. -Popatrzyłam na niego jeszcze raz wściekła, lecz po chwili na mojej twarzy pokazał się rumieniec. Zwróciłam się przed siebie i poszłam dalej. On dołączył do mnie po pewnym czasie, ale wiedziałam gdzie iść. Nic więcej nie mówiłam.

sobota, 24 sierpnia 2013

Wpis VII


        Biegłam przez ulice, na Których wciąż nie było zbyt dużo ludzi? Uliczki mieszały się między Sobą tak bardzo, że gdybym się wtedy zatrzymała to z pewnością nie Wiedziałabym gdzie jestem. Poznałam dopiero bramę do parku. Szybko ją minęłam i w kilka sekund znalazłam się przy drzewie. Wypatrzyłam z Daleka znajomą postać stojącą spokojnie na moście, lecz gdy dobiegłam Do niego wpadłam prosto w jego ręce, które złapały mnie i Podtrzymały. Podniósł mnie jednak trzymał nadal. Nie byłam zmęczona, Ale trochę kręciło mi się w głowie. Popatrzyłam na niego i Uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił ciepłym i przyjemnym. Odsunęłam się od niego i zapytałam z wyczekiwaniem:
-Idziemy? -Byłam równie podekscytowana jak i zniecierpliwiona, lecz Marek Tylko złapał mnie za rękę i skierował ku wyjściu. Niczego nie mówił, Co wydawało mi się trochę dziwne, ale co poradzić?.. Gdy skręciliśmy Za róg ulicy "z Lodami" odezwał się:
-Mam nadzieję, że nie masz większej torby? -Uśmiechnęłam się szerzej, Jeżeli to było możliwe i odpowiedziałam dowcipnie:
-Jeżeli nie policzysz mnie to wyjdzie ci piękne okrągłe zero. –Oboje Zaczęliśmy się śmiać. -Mam pytanie... -Marek spojrzał na mnie Wyczekująco, a ja zapytałam: -Czy nie powinniśmy przyspieszyć? Przecież Freedemanowie mieszkają na drugim końcu miasta.
-Oni tak, ale stacja kolejowa nie. -Popatrzyłam na Marka tak jakby Powiedział, że jest z innej planety i zapytałam:
-Jedziemy pociągiem?! -Nie wiedziałam jak to mogło się stać! A chcę Przypomnieć, że panicznie boję się pociągów.
-Nie chciałem ci mówić, ale według ciebie jak mamy się dostać nad Morze? Wybacz mi to. -Nie byłam zła, lecz zdziwiona i przerażona. Stanęłam, wpatrując się w wybrukowany chodnik przy starym sklepiku. Marek odezwał się ciepło i miękko do mnie jak powiew wiatru, który Pociesza i przynosi otuchę.
-Nie bój się, nie opuszczę cię. Obiecuję. -O dziwo przestałam się Bać się i zaczęłam iść dalej. W życiu nie pomyślałabym, że coś, a tym Bardziej ktoś może przekonać mnie do jazdy tą przeklętą maszyną Zła, a jemu się udało. Niewiarygodne.
               Szliśmy spokojnie przez budzące się dopiero ulice i kamienice...
Widzę siebie w kryształowym lustrze moich niedoskonałości. Widzę tylko czarną smugę, która zatapia moje ciało w odmętach wiecznych męk. Nić mojego życia została zniszczona, lecz nie rozpadła się. Krążę z Nią w świecie pełnym bólu i cierpień. Każdy krok może być moim ostatnim, a każde słowo może przynieść mi Wieczne potępienie. Stoję sama między górą, a przepaścią. Między miłością, a Rozsądkiem. Wszystkie chwile, które znałam, jako wspaniałe łabędzie zniknęły. Została tylko nadzieja, że kiedyś znów mnie pokochasz.
               -To wspaniałe. Nie wiedziałem, że umiesz pisać wiersze. –Powiedział Marek po tym jak wyrecytowałam mu mój wiersz. Nie była pewna czy Powiedzieć mu o mojej małej pasji, ale w końcu ufam mu i bardzo go lubię, Więc czemu nie powiedzieć mu o tym. -Dziwię się, że nie powiedziałaś Mi tego wcześniej. To przecież wspaniały i wzruszający wiersz. Bardzo Mi się spodobał. Najpiękniejsze w tym wierszu jest to, że mówi o Straconej, lecz nieporzuconej miłości.
-Dziękuję. -Marek nagle zrobił się przygnębiony. Spojrzałam na niego Jednak nie chciał spojrzeć mi w oczy. Wślizgnęłam się pod jego ramię I przytuliłam się. Wtedy dopiero na mnie spojrzał i uśmiechnął się Do mnie ciepło, gdy zobaczył mój radosny wyraz twarz. Coś go trapiło Jednak teraz nie jest pora bym o to pytała. Gdy o tym pomyślałam Mijaliśmy właśnie wejście na stację. Szliśmy prosto na peron numer 6. Odsunęłam się od Marka i spojrzałam na buchające parą bestie stojące Ciężko na torach. Nienawidziłam tych strasznych maszyn. Nagle ujrzałam Nasz cel, a z oddali ujrzałam mężczyznę z czarnymi jak węgiel oczami. Rozpoznałam rysy twarzy Dawida. Na widok Marka uśmiechnął się Przyjacielsko. Wyszedł na spotkanie z nami. Obaj przybili sobie piątkę i Dopiero wtedy Dawid odwrócił się do mnie.
-Witam Martę na pokładzie ekspresu "Wakacje" proszę wsiadać.
-był miły jednak odmienny od Marka. Uśmiechnęłam się i przywitałam z Nim ciepło, lecz po przyjemnej części musiałam wsiąść na grzbiet Mojemu, można tak powiedzieć największemu lękowi, a to wywoływało u Mnie dreszcze. Gdy patrzyłam na tą parę buchającą z ogromnych "gardeł", "pot" spływający po metalowej obudowie Ciarki mnie przechodziły.
-Musimy się zbierać. Pociąg odjeżdża za kilka minut i nie bardzo chce Mi się tu ślęczeć jeszcze dwie godziny. Chodźmy. -Ruszył w stronę Jednej z bestii o niebieskim kolorze i pozłacanych kołach. Wsiadł, a za Nim miał wsiąść Marek jednak stanął naprzeciw mnie i nic nie Mówiąc ujął moją rękę i czekał. Nie wiedziałam jak postąpić Jednak domyślałam sie poco to robi. Nie mogłam się odważyć. Dopiero Jego spojrzenie mną wstrząsnęło i przestałam sie bać się. Wszedł Przede mną jednak nie puszczał ręki. Zatrzymałam się, lecz po chwili Weszłam na pierwszy stopień, a potem jakoś poszło, znalazłam się w środku w małym korytarzu z oknami po lewej stronie. Prowadził przez Kilka metrów prosto. Był wyłożony ciemno czerwonym dywanem i brązowymi Tapetami. Szłam przez niego niezbyt szybko trzymając wciąż Marka za Rękę. Gdy wyszliśmy za zakręt puściłam jego dłoń jednak szłam Równo z nim. Zobaczyłam tylko kolejny skręt, za którym znajdowały się Przedziały. Ustawiono je w rządku, a co kilka metrów widać było Wejście do poszczególnego pomieszczenia. Nie były to odsuwane szklane Blachy jak w przypadku normalnych pociągów, lecz drewniane drzwi, które Pasowały do tapet. Mijaliśmy kolejne z nich dopóki nie zobaczyliśmy Dawida wychodzącego z tego na końcu.
-Rozmawiałem z maszynistą i powiedział, że będzie możliwie jeden Postój, ale na więcej nie ma, co liczyć. W sumie to dobrze. -Otworzył mi Drzwi i powiedział: -To nasz przedział. Wejdź, jeżeli chcesz, bo ja Muszę jeszcze pogadać z Marką. -Chodziło mu o Marka, ale mniejsza z tym. Weszłam do środka i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Żeby taka Bestia kryła w sobie tyle luksusu?  Przedział był duży jak na pociąg. Po prawej stronie, przy ścianie stał mały, zrobiony z dębowego drewna Stół, a wokół niego trzy beżowe fotele. Przy stole nie było okien, Wisiał nad nim jedynie żyrandol z kryształowymi soplami odbijającymi światło. Jednak po prawej stronie była niewielka biblioteczka i kredens Oraz w samym roku przy małej szafce stał czwarty, rozkładany fotel o Ciemno krwistym kolorze. Biblioteczka mimo swojego rozmiaru mieściła Dość dużą ilość książek, nie była nowa, lecz bardzo dobrze zadbana, A tuż przy fotelu rozciągało się okno, przez które było widać jeszcze Peron stacji. Zasłaniała je zasłona, którą spuszczało się po Przeciwnej stronie. Podeszłam do stolika i usiadłam na jednym z foteli. Był miękki i wygodny. Położyłam obok niego torbę i zaczęłam Myśleć. Nie mogłam sie doczekać widoku morza, plaży, piasku oraz Najważniejszego - zachodu słońca. Ciekawiło mnie jedynie to gdzie Będzie owa willa Dawida i czy będzie z niej widok na morze? Nie chciałam Być dzieckiem, które zadaje tysiąc pytań zanim coś ujrzy, ale była to i Wciąż jest, część mnie. Teraz stałam się jakby bardziej rozmowna i Weselsza. Florcia miała rajzę mówiąc, że się zmieniam, ale to raczej Ktoś mnie zmienił, a nie ja sama siebie. Nagle do przedziału wszedł Dawid i zamknął drzwi.
-Dawno się nie widzieliśmy. -Usiadł na jednym z krzeseł i wyciągnął Nogi przed siebie w geście wyluzowania. -Zmieniłaś się, ale nie tylko z Wyglądu. -Popatrzył na mnie mrużąc oczy. -Stajesz się bardziej Towarzyska i chyba wiem, przez kogo. -Ciekawiło mnie wtedy tylko jedno. Skąd on mnie tak dobrze znał?! Przecież spotkaliśmy się raz... Marta Ty zapominaj ko! Przecież to D.F. W którym kochałaś się w podstawówce. Nie wierzę, że go nie poznałam, ale cóż myślałam, że to jego brat, bo w Sumie wygląda teraz identycznie. Jaka ja jestem zapominalska? Ale wypadało Wtedy coś powiedzieć:
-Możliwe, że wiesz, a możliwe, że tylko mnie nabierasz. –Uśmiechnął się Się do mnie chytro.
-Chodzi o Marka prawda? -Teraz dopiero coś się poplątało. Zestresowałam się jakby się zapytał czy dalej mi się podoba. Musiałam Wziąć się w garść, więc niewidocznie nabrałam powietrza i wyciszyłam Się. Dopiero wtedy powiedziałam:
-Chyba tak. -Dawid przechylił się w moją stronę i rzekł z Niedowierzaniem:
-Jakie tam "chyba". Raczej na pewno. Kiedy go spotkałaś? –Nie Chciałam odpowiadać, więc udawałam, że się zastanawiam jednak, gdy Wbił we mnie brązowo-złote oczy mówiące "Daj spokój!" (Identycznie przecież spojrzałam na Florcię) to odpowiedziałam:
-Na początku wakacji. Dokładnie w pierwszy dzień.
-Rozmawiałaś z nim wtedy? -I oświeciło mnie. Ta męka mogła się Skończyć gdybym powiedziała "nie odważyła się”, ale jakoś Nie chciałam jej zamykać. Musiałabym się z tym motać sama, a tak wiem, że mogę porozmawiać o tym z Dawidem, który jako jedyny spośród moich Znajomych wie o Marku.
-Tak. -Moje usta same sie otworzyły i wydobyły z siebie głos.
-I, co?! Nie bałaś się?! Nie miałaś żadnej zapory?! -Jego pytania Były dociekliwe jednak ja spokojnie odpowiedziałam:
-Może na początku, ale po chwili mi przeszło. Nawet sama sobie nie Mogłam się dziwić. Ale teraz rozmawiam z tobą i to o sprawach, o Których nigdy bym nawet słowa nie wypowiedziała miesiąc temu? –Dawid Odchylił się na fotelu i powiedział:
-Dalej możesz sobie sama wszystko poukładać. -Powiedział to i po jego Słowach do pokoju wszedł Marek.
-Załatwione! Ale nie mam pojęcia, o co było Tylek krzyku. Przecież to Twój kuzyn i gdybyś ty poszedł to z pewnością trwałoby to krócej. -Nie wiedziałam specjalnie, o co chodzi, ale miałam na tyle oleju w głowie By nie spytać. Marek usiadł na ostatnim z wolnych miejsc przy stole.
-Chcesz zagrać? -Spojrzałam na Dawida z zaciekawieniem. Wyciągnął Karty do gry z kredensu i usiadł powrotem przy stole. -Musimy z Markiem Nadrobić straconą grę jednak brakuje nam jednego gracza. -Wciąż nie Wiedziałam, w co będziemy grać. Marek dopiero mi powiedział:
-Chodzi o tysiąca. Co kilka dni spotykam się z nim na grze i razem z jego? Kuzynem gramy, ale teraz skoro nie gramy w domu to brak nam jednego gracza By toczyło się to płynnie.-Pewnie o to chodziło im przy tej rozmowie. W Każdym razie jestem dość dobra w tysiąca. Więc się zgodziłam. 
******
Przepraszam za to że tyle czasu mnie nie było ale miałam wiele roboty w domu w dodatku wyjechałam na oazę. Ale w zamian wcześniej wstawię następny rozdział. Może za dwa dni...